Wczoraj od 19:00 do 6:00, dopiero co wróciłam do domu. Trzy najukochańsze filmy, wersje rozszerzone. Podczas bitwy o Helmowy Jar oczko mi się przymykało i było potwornie niewygodnie, ale dotrwałam.
Eh. Mężczyzna mój, który mnie uczy jak zachować spokój w każdej sytuacji powiedział żebym sobie odpuściła. Tak też w tym momencie czynię. Aczkolwiek dostawa nowych aforyzmów i złotych myśli zawsze może poprawić mi humor, prawda Edith? teńcza
Już coraz lepiej z głosem, w czwartek w ogóle nie mogłam wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Ogólne samopoczucie również bardzo dobre za sprawą maratonu jak i wiadomo kogo :*
I wiesz chyba odchodzę. Może kiedyś wrócę pod innym nickiem. Może w ogóle odpuszczę sobie cały ten czasochłonny internet. Mam co robić. a może kiedyś, kiedyś uda się założyć stronę z pomocą utalentowanych informatyków

(wiesz grafika komputerowa i te sprawy, paint

). ale to gdy opanuje Zenita, może wtedy, gdy kupię sobie porządny aparat. Się zobaczy. Póki co nie ma mnie tu. Jest cudnie, bosko w życiu realnym, prawdziwym. I nie ma sensu tracić czasu na pierdoły.
Tylko parę miesięcy i wszystko od nowa. WSZYSTKO. Zostajemy tylko MY. Oczyszczenie. Wyrzucam niepotrzebne śmieci, skasowałam niepotrzebne numery. Znikam z internetu.
I mylisz się nie znasz mnie, jeżeli nie zamieniłeś ze mną ani jednego słowa. A ja bardzo się z tego powodu cieszę.
adios amigos.
PS. nawet nie wiesz kochanie ile się od Ciebie nauczyłam.